High Yield Investment Program
Strony internetowe oferujące programy inwestycyjne o nieproporcjonalnie wysokiej
stopie zwrotu, osiąganej w bardzo krótkim czasie.
Czyli, po naszemu - jest to wysokodochodowy program inwestycyjny, który teoretycznie inwestuje pieniądze inwestorów w takich miejscach jak giełdy walutowe forex, na zwykłych giełdach, w zakłady bukmacherskie i we wszystkich innych miejscach które przynoszą względnie wysoki dochód.
MyBrowserCash - Dla leniwych
Co to jest CashTream?
Chciałbym Wam przedstawić jako jeden z pierwszych W Polsce dość ciekawą nową stronę zarobkową My BrowserCash Pewnie wielu z was zarabia na 20Dollars i innych surfbarach, gdzie ciągle musi być włączony baner. Na BrowserCash zarabiamy podczas przeglądania stron internetowych oraz możemy także wypełniać różnorakie oferty od 8$...
Kontynuujac moje wpisy dotyczace zarobku w necie aktualizuje tylko liste serwisow ktore mi to umozliwiaja. Wiadome ze dzieki zapisaniu sie z mojego "linku" przyspożysz sie do ewentualnych wzrostów w moichg zarobkach - ale dlaczego mial bys dac zarobic komus innemu ;)
Brak czasu czy możliwości na gre w lotto, zajmowanie i pilnowanie losowań sprawiają ci problem a gdyby tak z góry opłaci abonament na rok i co jakiś czas sprawdzi tylko wyniki- wypłaci wygrane? Co lepsze za grę płaci nie 3zł a 0,30gr ...
Sam gram.. może i Tobie wyda się to sensowniejsze niż latanie do kolektury- nie jest to ściema tylko realna możliwość grania online Zresztą poczytaj, wejdź.. sam się przekonaj.
profesjonalnie prowadzona gra w lotto przez internet i tel. kom. a więc bez wychodzenia z domu. My idziemy do Kolektury Lotto i dopuszczamy twoje zakłady. Zobacz "zalety Gry".
możliwość gry w Lotto za 30 groszy poprzez licytacje/dokupywanie zakładów. Zobacz "licytacje".
grasz cały okrągły rok za 55/110 lub 165 zł (abonament roczny) - w każdy wtorek, czwartek i sobotę. Zobacz "kwoty abonamentów".
grasz najlepszym systemem jaki kiedykolwiek powstał, a jest nim "Pełny Matematyczny System". Ten system wydaje dla Ciebie na każde losowanie inne i niepowtarzalne zakłady. Zobacz "Pełny Matematyczny System".
możesz grać zespołowo lub indywidualnie oraz wiele innych możliwości. Zobacz "opis grup".
zakładanie „Twojej Grupy Grających”- gdzie uczestniczysz w podziale wygranych i zarabiasz na wprowadzaniu.
możesz pracować dorywczo lub na stałe. Zobacz nasze oferty "pracy”.
Możesz grać - mieszkając w "dowolnym Państwie".
Fundusz AmigoLOTTO – TO FUNDUSZ KTÓRY GWARANTUJE NAJWIĘKSZE ZYSKI NA ŚWIECIE
Co trzeba zrobić, aby otrzymać stałą miesięczną pensję ? Zainwestuj na okres 1-go miesiąca – 55 zł lub 500 zł – a już po miesiącu otrzymasz zwrot tej kwoty z nadwyżką. Za wpłacone pieniądze będziesz grał w lotto "specjalnym systemem" – który gwarantuje! Wpłata nie dotyczy osób bez pracy i z małymi dochodami.
STAŁĄ MIESIĘCZNĄ PENSJĄ + 50% WŁASNEJ WYGRANEJ (swoją miesięczna pensję możesz wyliczyć/zobaczyć w "Tabeli wynagrodzeń")
Ciekawe informacje:
Każdy wie, że gra w lotto to prosta gra/zabawa na chybił trafił – tymczasem My wykorzystaliśmy grę w lotto do zarabiania pieniędzy! Dzięki temu systemowi możesz otrzymywać stałą miesięczną pensję, a nawet otrzymać stała emeryturę.
Twoją Grupę Grających, skrót "TGG" budujesz – poprzez informowanie rodziny, znajomych, o możliwości zarabiania pieniędzy. Jeśli wprowadzisz tylko 1-ną osobę i zarejestrujesz ją, tzn. że założyłeś "TGG" i jesteś Liderem tej grupy.
Każdy Lider "TGG" – zatrzymuje dla siebie 50% kwoty wygranej, a pozostałe 50% przeznaczone jest na pensję dla Liderów w "TGG". Dzięki temu otrzymujesz gwarantowaną stałą pensję. Będzie ona tym większa im większa jest "TGG".
Za wpłacony roczny abonament (55/110/165 lub 500 zł) grasz w lotto, przez cały okrągły rok, tzn. w każdy wtorek, czwartek i sobotę, tzn. aż w 150 losowaniach.
Swoją pensję otrzymujesz nawet wówczas, gdy przerwałeś działania wprowadzania osób, np. z powodu choroby.
Prawo dziedzictwa, gwarantuje Twojej rodzinie przejęcie wypracowanej pensji.
Jeśli chcesz otrzymywać stałą pensję – to nie zwlekaj, ponieważ ilość miejsc w tym systemie jest ograniczona.
Jak mam rozumieć określenie gwarantowana pensja ? Kwota Twojej pensji została wyliczona na bazie matematycznie określonych szans, a te są stałe dla każdego losowania i dają gwarancję trafień. Proszę przyjąć to wyjaśnienie, jako pewnik matematyczny, który jest potwierdzony również prowadzoną przez nas grą.
Gra w lotto jest grą matematyczną, a nie grą na chybił/trafił.
Czy tą formę zarabiania pieniędzy można nazwać funduszem AmigoLOTTO? Tak, to jest Fundusz AmigoLOTTO. Gra w lotto jest tu wyłącznie czynnikiem dopełniającym pomnażanie pieniędzy. Takie czynniki istnieją w każdym funduszu, np. akcje, obligacje. W funduszu AmigoLOTTO nie wpłacasz miesięcznych składek, lecz angażujesz się w pozyskanie osób, tzn. że pracujesz i to jest Twój miesięczny wkład finansowy.
Roberto Cobas Avivar: Od Puerta del Sol poprzez Tahir do Placu Piłsudskiego
Dwadzieścia lat po upadku domniemanego komunizmu niezaprzeczalna większość Polaków dusi się w oparach pękającego dopiero co celebrowanego triumfu socjo-liberalizmu. Tak przecież być nie miało. Realne niebezpieczeństwo jednak, jakie nad polskim społeczeństwem dalej ciąży wynika z tego, że neoliberalny układ władzy w Polsce wciąż zdaje się wierzyć w propagandę sukcesu polskiej transformacji ustrojowej. Jednakże wykorzystanie przez wyobcowany polski establishment polityczny europrezydencjalnej koniunktury w celu odwrócenia uwagi społeczeństwa od swojej drażliwej sytuacji socjo-materialnej, napotyka na trudności. Efekt domino w Europie przechyla szalę na niepoprawną stronę. Bankructwo zielonej wyspy Irlandii, które dla polskich reformatorów uchodziła za ziemię obiecaną neoliberalizmu obnaża wulgarność myśli politycznej, w oparciu o którą buduje się polski kapitalistyczny ład społeczno-gospodarczy. Demokratyczna bezprecedensowa rewolucja, którą wyspiarskie społeczeństwo islandzkie odpowiada na bankructwo neoliberalnego państwa - nieodwracalny default wobec wielkich wierzycieli i reforma konstytucyjna - budzi strach w CBE i Brukseli, a w Polsce jest skutecznie przemilczana. Krzywe zwierciadło rzeczywistości dostarczają architektom nowonarodzonej RP monojęzykowa ideologiczna narracja mediów i organicznych think tanków. Zajęcie opinii publicznej tematami zastępczymi i politycznymi sofizmatami stało się metodą sprawowania autorytatywnej de facto władzy. Nie ważny jest to, jak społeczeństwo się czuje, lecz jaką mu się wmawia kondycję.
Polska jest krajem dziwnie prosperującej klasy średniej, która według nadwiślańskiego kryterium dochodowego ogranicza się do zaledwie 3% podatników. Wypominanie pauperyzacji 70% społeczeństwa jest przecież zwykłą złośliwością w stosunku do regionalnego lidera gospodarczego i politycznego. Skarlały model rozwoju, zakupiony od intelektualnie upadającej technokracji MFW, za namową jego największego udziałowca i upragnionego sojusznika, bez demokratycznego zapytania Polaków, jest miarą odrodzenia Państwa polskiego. W tym osądzie nie przeszkadza fakt, że materialna cena tegoż odrodzenia nie przekraczała 10% wartości wypracowanego po wojnie majątku narodowego, wyprzedanego radośnie obcemu kapitałowi. W historii merkantylizmu na tego rodzaju „upusty” i idącą za nimi gwałtowną i rozległą deprywację społeczną kraje „przystają” nie inaczej, jak w warunkach kolonizacji czy pod przymusem okupacji (vide Irak, AD 2011), rzadko kiedy z własnej woli. O cenie moralnej „wysprzedaży” świadczy zaś dwumilionowa emigracja, po meksykańskiej jedna z największych na świecie. Jednakże propaganda sukcesu, tak jak za czasów PRL-u, tak i dzisiaj służy legitymizacji jedynie słusznej obranej drogi.
Droga jednak jest nie tyle wyboista, co ślepa. Walka o cudzą wolność ma więc zatuszować porażki w walce o własną. Ogłaszanie przez panujący establishment polityczny i polskie media nie-pomarańczowych rewolucji arabskich, jako zrywu wolnościowego rzekomo spokrewnionego z duchem narodu polskiego, pozwala omijać rzetelną analizę społeczno-ekonomicznego podłoża politycznych powstań w tych krajach. Nieopanowany kompleks niższości polskiej klasy politycznej, niezdolnej do twórczego przezwyciężenia brzemienia własnej historii, tak jak wczoraj doprowadził do tego, że Polska przyczyniła się do realizacji programu tortur rzekomych terrorystów na polskim terytorium, tak dziś doprowadza do tego, że przyczynia się do rozbioru Libii, manifestując – podobne do najemniczych interwencji w Afganistanie - „partyzanckie” poparcie dla rzekomych patriotów-rebeliantów. Kompromitującym tego przykładem jest desant Ministra Sprawiedliwości RP w Benghasi.
Nieposiadanie ropy naftowej i bieda Egipcjanin pod dyktaturą lokaja Zachodu – Mubaraka, zaś obfitość ropy, relatywna zamożność i wyróżniający się w Afryce rozwój społeczny Libijczyków pod autorytarnymi rządami nie do końca sojusznika Zachodu – Kadafiego, nie mają znaczenia poznawczego w analizie politycznej. Utylitarne sterowanie rewoltą pierwszych i oportunistyczne bombardowanie – ze sporym żniwem w postaci „ofiar ubocznych” - niepoprawnej opcji u drugich przez Pakt Euro-Atlantycki, stanowi nieprzewidziany zbieg okoliczności. We don't care if they are sons-of-bitches, as long as they are our sons-of-bitches - czy aby nie zabrzmi echo filozofii polityki imperialnej wobec usłużnych sojuszników, przypieczętowanej przez demokratę F.D.Roosewelta? Jakiemukolwiek postronnemu obserwatorowi nietrudno zauważyć, że tu nad Wisłą liczy się manipulacja ideologiczna rzeczywistością zgodnie z interesami, które rządzą publicznym dyskursem politycznym.
Ale orędownicy tezy o końcu historii, który miał nadejść wraz z upadkiem «nie-realnego socjalizmu» mają problem. Otóż podatny na deformacje scenariusz dla krajów Maghrebu jakoś niepokojąco upodabnia się do wybuchowej sytuacji społeczeństw judeochrześcijańskich, w szczególności tych w dobie kryzysu bez żenady zwanych na samym Zachodzie "czterema prosiakami" (PIGS – Portugalia, Włochy, Grecja, Hiszpania). Po zużyciu argumentacji o wesołej rachunkowości «posłów greckich», podawanej jako przyczyna strukturalnego kryzysu ekonomiczno-politycznego, który uporczywie ogarnia kolebkę demokracji, polski polityczny establishment i służące mu media mają trudności w artykułowaniu wiarygodnej analizy tego, co się dzieje.
Fakt, że niemiecki kapitał bankowo-finansowy żeruje, jako oportunistyczny wierzyciel, na zadłużeniu greckiego skarbu państwa jest czystym przypadkiem wolnego rynku, przy okazji którego wymusza się na Grekach wyrzeczenia, zagrażające prostej reprodukcji ludzkiej. Przypadkiem więc jest również to, że 72% zadłużenia publicznego Polski jest w obcych rękach. „Świat do góry nogami” - wychwytuje surrealizm neoliberalizmu swoim już osławionym określeniem wybitny pisarz i eseista Eduardo Galeano, który niejedną podobną otwartą żyłę w Ameryce Łacińskiej poznał i opisał.
Jak tutaj zatem uczciwie przyznać, że w Grecji spalił na panewce model rozwoju, który spala się także w Polsce? O wybuchu społecznym, który przebiega pod hasłem oskarżycielskiego wezwania, ażeby za kryzys zapłaciła "własna" klasa właścicielska, nie ta drobna, równie pokrzywdzona, lecz ta gruba finansowo-przemysłowa, która i na kryzysach zarabia kosztem proletariatu - czyli, tej większości, która do zarabiania może tylko sprzedawać za coraz mniejszą wartość swoją siłę roboczą i umysł - nie sposób mówić tak, by Polacy zrozumieli lub przypadkiem zadawali głośno politycznie nie poprawne pytanie o to, czym naprawdę własne położenie różni się od marszu po równi pochyłej greków?
Dlaczego Polakom nie wolno uchodzić za „greków”?
Oto jest pytanie. Dlaczego nie, jeżeli system i polityka gospodarcza sprawia, że bezrobocie w Polsce stało się chronicznym stanem ok. 13% populacji w wieku produkcyjnym? Jeżeli od 1992 roku do dzisiaj wśród ludzi w wieku 18-30 lat wynosi średnio 30%., a w 2011r. sięga 25%? Jeżeli nie mniej niż 20% pracowników walczy o przeżycie na umowach „śmieciowych”, czyli w warunkach wykluczenia z rynku pracy rodem z Ameryki Centralnej i Południowej, gdzie 50% ludzi w wieku produkcyjnym to pracownicy określani eufemistycznie jako „nieformalni”? Jeżeli w tym samym czasie i przestrzeni 10% polskich obywateli zagarnia dla siebie już aż 52% dochodów całego pracującego społeczeństwa? Jeżeli z drugiej strony 60-70% zwykłych zjadaczy chleba zarabia na ten chleb nasz powszedni na ogół około 1500 zł?; tzn., jeżeli zubożała większość społeczeństwa polskiego egzystuje z dnia na dzień za znikomy rozporządzalny dochód? Jeżeli w dodatku Polak pracuje rocznie coś pomiędzy 2000 a 2500 godzin, ustępując w tym tylko co waleczniejszym społeczeństwom tak zwanego trzeciego świata?
Dlaczego nie, jeżeli błędne koło modelu ekonomicznego reprodukuje w Polsce masowe przed wiekami emigracje Europejczyków za chlebem do obcej ziemi? Jeżeli ci, którzy pozostają pracują, tak jak Grek na akumulację kapitału mocniejszych unijnych sąsiadów, tych samych, którzy w Polsce przejęli 70-80% majątku przemysłowego i bankowego?
Dlaczego nie, jeżeli polityka ekonomiczna państwa ustala nierównomiernie podatki z korzyścią dla lepiej zarabiających, odpuszcza podatki 80 procentom przedsiębiorstw, a jednocześnie poziom usług publicznych i świadczeń socjalnych dla większości - tej bez minimum dochodowego gwarantującego społeczno-ludzką egzystencję - woła o pomstę do nieba?
Dlaczego nie, jeżeli ustrój ekonomiczno-polityczny dopuszcza do skrajnej biedy 19% rodaków, a do biedy w ogóle nie mniej niż 30%? Jeżeli na obraz i podobieństwo uboższych krajów afrykańskich państwo polskie ukrywa aż 25-30% niedożywionych dzieciaków, jaskrawo eksponując tym samym strukturalny charakter patologii społecznej ustroju? Jeżeli służba zdrowia obumiera na oczach, a razem z nią co najmniej 30% chorych, którzy do niej nie trafiają, podczas gdy postępuje jej komercjalizacja a leki i usługi pogrzebowe stają się coraz droższe?
Raport Closing the Gap in a Generation (przygotowany przez Komisję do Badania Deterninant Społecznych Stanów Zdrowia przy ŚOZ, WHO 2008r.) nie zostawia pola do popisu dla samowoli interpretracyjnej łańcucha przyczynowo-skutkowego zapoczątkowanego przez ideologię socjo-liberalizmu. Toksyczna akumulacja niepożądanych a wcale koniecznych uwarunkowań społecznej niesprawiedliwości, m.in. takich jak nierówność ekonomiczna, prekariat pracy, niedostateczne wyżywienie, nieposiadanie godziwego mieszkania oraz niedostatek demokracji uczestniczącej, masowo zabijają ludność i stwarzają dotkliwe nierówności w stanie zdrowia.
Czy więc przypadkiem jest to, że różnica oczekiwanej długości życia pomiędzy uboższymi a zamożniejszymi grupami społecznymi w Polsce rośnie bezwstydnie? Gdzie jest w państwie rzekomo demokratycznym i prawnym debata publiczna o tym, iż Warszawa „złotych tarasów” upodabnia się do Glasgow, w którego biednym Caltonie mieszkańcy żyją o 8 lat mniej niż przeciętnie żyją ludzie w Indiach, a różnica z bogatym nie daleko położonym Lenzie wynosi aż 28 lat (54 i 82 lat odpowiednio)? Dla porządku socjo-liberalnego w Polsce różnica ok. 20 lat życia pomiędzy mieszkańcami Warszawy po prawej i lewej strony Wisły jest normalnością, albowiem “...nierówności tych nie da się usunąć bez szkody dla postępu” – tak jak głoszą rzecznicy nowej moralności RP (J. A. Majcherek, 2010r.).
Dlaczego nie, jeżeli filozofia wolnego rynku każe nie mniej niż 4 milionom obywateli koczować w nędzy mieszkaniowej, spowodowanej przez politykę państwa, stawiającą na 5-10% populacji posiadającej na dzisiaj zdolność kredytową; a komfortowe, finansowo przystępne i powszechne budownictwo komunalne dla większości, która tej zdolności nie ma i mieć nie będzie, uważa się za dewiację społeczną? I jeżeli, wobec tego, nie sposób ziemię ojczystą uznać za dobro publiczne, by poprzez to zapewnić wszystkim realizację podstawowego prawa człowieka, jakim jest przyzwoity dach nad głową?
Dlaczego nie, jeżeli z tego wszystkiego wynika, że zasadniczą dewiacją jest Art. 1 Polskiej Konstytucji ustanawiający, że Rzeczpospolita Polska jest dobrem wspólnym wszystkich obywateli?
W nadążaniu za „rozwojem” polska liberalna droga sięga jeszcze dalej. System edukacji dąży do anachronicznej elitarności w dobie społeczeństwa wiedzy. Nieoświecona polityka Państwa zamyka obywatelom drogę do powszechnego wielojęzykowego kształcenia, odwrotnie niż to czynią kulturowo i gospodarczo bardziej rozwinięte społeczeństwa europejskie o podobnej jak polska specyfice językowej (vide chociażby Holandia czy Norwegia)? Studenci płacący za studia wyższe to już ok. 60% ogółu, dodajmy, że pracujący aby opłacać studia – więcej niż w pozostałych krajach UE. Zamyka się nierentowne szkoły, a niedofinansowanie pozostałych odbija się negatywnie na jakości kształcenia, o czym świadczą kolejne raporty PISA. A przeklęte koło reprodukcji zacofania kulturowego na wsiach jest faktem niepodważalnym.
Na domiar wszystkiego, wielka i mała korupcja, jak i bezprawie w porządku sądowniczym szerzą się przy bezradnym systemie wymiaru sprawiedliwości. Dlaczego więc oskarża się Polaków o to, że kiedy ośmielają podważyć model niedorozwoju i regresu cywilizacyjnego, serwowany przez posierpniowe obozy polityczne, udają „greka”?
Niemy krzyk większości
Próby okłamywania przy odpowiedzi na te pytania stają się raptem karykaturalne w RP, kiedy to milcząca większość Hiszpanów powstaje, i niemające nic więcej do stracenia młodsze pokolenia zalewają w gniewie place całego kraju, zapowiadając długotrwałą frontalną walkę o przemiany systemowe. Przecież po-frankistowska hiszpańska transformacja ustrojowa hołubiona była przez cały front polskich transformatorów, jako wzór do naśladowania. Ile czasu zajęło milionom Hiszpanów de a pie - zwykłych śmiertelników – przełożenie na bunt polityczny zaciskania pasa w imię prosperity tych, którym dzięki neoliberalnemu hiszpańskiemu przekrętowi się udało? Rzetelna analiza porównawcza znów zawodzi u ludzi władzy i polityki w Polsce.
Polskie władze, rzecznicy partii politycznych oraz przedstawiciele mediów, trudno powiedzieć czy z przerażenia czy kalkulacji, przechodzą nad buntem Hiszpanów do porządku dziennego. A co jeśli większość społecznie i ekonomicznie wykluczona w Polsce pozbędzie się syndromu sztokholmskiego wobec państwa w gruncie rzeczy na nowo klasowo zdeterminowanego?
Ile czasu zajmie Polakom zrozumienie prostej prawdy, że demokracja jest przeciwieństwem poddaństwa, czyli dążeniem do emancypacji? A nuż dotrze do dzieci polskiej neoliberalnej kontrrewolucji nie poprawna interpretacja skrywanego dzisiaj przesłania Papieża K. Wojtyły “nie lękajcie się”? Ile frustracji przełknie we wstydliwym milczeniu społeczeństwo polskie by zrozumieć, że (neo)liberalizm nie jest żadną kolejną nie udaną utopią, lecz namacalnym wyrazem desperackiej ucieczki do przodu ustroju kapitalistycznego? Ile czasu zajmie młodszym i starszym pokoleniom zrozumienie, że dalej tak być nie musi, że społeczeństwo polskie zostało postawione w ścieżce regresu cywilizacyjnego, a państwo w stanie obrony koniecznej w imię partykularnych interesów uwłaszczonej mniejszości? Ile czasu potrzeba, aby zrozumieć, że w zasięgu myśli, w postępowo socjaldemokratycznie rozwiniętej Skandynawii czy w lewicowo rewolucyjnej rozwijającej się Wenezueli, a nie w Azji czy Stanach Zjednoczonych, zachodzą póki co procesy wskazujące, na czym polegać mogą alternatywne wizje organizacji i partycypacji społeczeństwa, o ile społeczno-ekonomiczne zrównoważenie rozwoju i demokracja mają stać się imperatywem moralności i awansu ludzkiego?; a ile – by zrozumieć, że takie przeobrażenia nie są w tych społecznościach darem boskim lecz wynikiem nieustępliwej walki ludzi pracy o upodmiotowienie się; więc, walki nie tyle o sprawiedliwy podział, co o równoprawny udział w wykreowanym przez wszystkich bogactwie narodu? Ile będzie kosztowało, zatem, by zrozumieć, że UE znalazła się na dezyntegracyjnej drodze zamachu dysponentów kapitału na świat pracy, świat z krwi i kości, do którego należy i będzie niezmiennie należeć zdecydowana większość obywateli?
Ile czasu trzeba będzie, by zrozumieć, że jeśli podążać dalej obecną posierpniową drogą leseferyzmu polityczno-ekonomicznego, to większość zamieni niemy krzyk w gniew i "Plac Piłsudskiego" prędzej czy później zapełni się żądaniem, by Polska obrała kierunek wyzwolenia pozytywnego, za jakie należy uważać budowanie demokratycznego państwa prawa, urzeczywistniającego konstytucyjną, więc normatywną i moralną zasadę sprawiedliwości społecznej?
Jak duże i demoralizujące ma być rozwarstwienie społeczne, zastój cywilizacyjny i zachwianie suwerenności, którymi przepoczwarzone i nowo narodzone klasy polityczne karzą zapłacić społeczeństwu za uwiarygodnienie samowoli ekonomiczno-politycznej, aby zrozumieć, że historia o powstaniu i upadku państwa polskiego może się powtórzyć tylko jako farsa? Ile «krwi, potu i łez» by zrozumieć, że wszystkie polityczne drogi, łącznie z tymi do Rzymu, nieuchronnie prowadzą do zaprzeczenia kapitalistycznego porządku rzeczy, który jest wymuszany nad Wisłą?
W publicznej debacie pod hasłem «demokracja-teraz» przy pomniku M. Kopernika w Warszawie - 19 czerwca, dnia ogólnego europejskiego protestu przeciw temu samemu porządkowi rzeczy w Europie - padło stwierdzenie, że przeżyliśmy komunizm, to i przeżyjemy kapitalizm. Paradoks wydaje się być inny. Polska przeżyła rzekomy komunizm, najprawdopodobniej dlatego, ponieważ nie taki diabeł straszny, jak go malowano. Po upadku natomiast PRL-u nic nie wskazuje na to, że III RP cała przeżyje kapitalizm socjo-liberalny.
Walka o przemianę ustrojową w Polsce jest zatem imperatywem, o ile rozwój zrównoważony społeczno-ekonomicznie ma być wyznacznikiem postępu. Upodmiotowienie ekonomiczne społeczeństwa jest warunkiem sine qua non produkcji materialnej i reprodukcji ludzkiej. Demokracja – sprawowaniem władzy wynikającej z podmiotowości politycznej realnie sobie równych obywateli. Porządek polityczno-prawny – paktem społecznym, gdzie wolność i równość stanowią nadrzędną wartość ustrojową.
Roberto Cobas Avivar
Autor jest ekonomistą, niezależnym analitykiem politycznym, działaczem społecznym, członkiem-założycielem Ruchu Sprawiedliwości Społecznej.
Żona bankiera wpada z niespodziewaną wizytą do męża do pracy. Zastaje go z sekretarką na kolanach. Bankier bez zmrużenia oka dyktuje list: "...i na koniec, szanowna Rado Nadzorcza, zwracam uwagę, że nie obchodzi mnie, czy mamy kryzys, czy nie. Nie jestem w stanie pracować bez drugiego fotela w gabinecie".
;)
Przychodzi facet do banku: - Potrzebny mi kredyt, mam znakomity pomysł! - To znaczy? - Za te pieniądze otworzę klub dla gejów. - Dlaczego pan uważa, że się to opłaci? - Patrz pan, jaki jest rynek: na początek, gliniarze z drogówki. Wszyscy, co do jednego, to pedały, nie? Potem - sędziowie piłkarscy - pedał pedała pedałem pogania. Potem posłowie. Nawet moi sąsiedzi z góry to pedały! - Oj, chyba nie damy panu kredytu... - O! I pan mógłby przyjść!
Czasy ciężkie. Gotówki w bankach niet. Przychodzi klient do banku, chce wypłacić pieniądze. Kasjer odpowiada: - A musi pan wypłacać gotówkę? - Czynsz muszę zapłacić. - To może przelewem? - Ale ja chcę coś też zjeść! - W restauracji może pan zapłacić naszą kartą kredytową... - Panie, ja chcę moją gotówkę! Nie chcę kart, przelewów! Oddajcie mi moje pieniądze! A jak chcę iść na dziwki to co?! Kasjer, pokazując na open-space pełen pracownic: - Wybierz pan sobie którąś, potrącimy z rachunku.